Polityka

No i wylało się mleko. Ujawniona została jawno – tajna (ot, taki oksymoron) notatka dotycząca chęci obsadzania stanowisk w rządzie przez amerykanów, dokładniej przez wice ambasadora, Kennetha Hillasa. Strona amerykańska próbuje teraz odwrócić kota ogonem i pokazać, że winni są Polacy, bo – sic! – ujawnili notatkę. Oczywiście gdyby nie ujawnili, to ten fakt by nie istniał, a jankesi szarogęsili by się jak w republice bananowej.

Ciekawe czy w poprzednich latach również „nasi przyjaciele” ustanawiali nam rząd. Po reakcji byłych polskich min. spraw zagranicznych można tak wnioskować. Szczególnie wypowiedź Władysława Bartoszewskiego daje tu dużo do myślenia. Ani sekundy, jednego zdania nie poświęca on bowiem meritum sprawy, czyli ingerencji obcych dyplomatów w nasze wewnętrzne sprawy, a skupia się jedynie na: „mamy do czynienia z największym skandalem ostatnich lat!. Co to jest za rząd, gdzie ujawniane są takie informacje?”. W języku dyplomacji (wszak p. Bartoszewski był szefem dyplomatów, więc wie co mówi) znaczy to, że nieważne, iż wtrącają się nasze sprawy, ważne by opinia społeczna o tym nie wiedziała. Taka postawa, trwająca kilkanaście lat zaowocowała, wyprzedawaniem majątku narodowego „za tyle ile chce dać kupujący” – maksyma byłego min. Lewandowskiego. Nie chcę nikogo imiennie oskarżać o motywy, jakimi kierowali się sternicy naszych rządów. W przypadku ex komunistów, był to zapewne serwilizm wyssany z piersi matki-PZPR i chęć zatarcia powiązań kagebowskich. W przypadku postsolidarnościowców boję się, że były to pobudki – albo wrogość do polskiego narodu, albo głupota lub materialne korzyści – z ochłapów jakie być może dostawali z „pańskiego stołu”.
Jedno jest w tym pozytywne – naród zobaczył, iż w polityce tylko my pałamy bezinteresowną miłością do innych nacji – szczególnie tej zza wielkiej wody. Inne kraje zaś dbają o swoje interesy nie kierując się żadnymi sentymentami. Zawodzenie wodzów PO i SLD o pogarszaniu się wizerunku Polski na świecie, gdy rządy Pis chcą zerwać z kelnerską postawą i twardo negocjować z „przyjaciółmi”, świadczy o braku propaństwowych postaw wśród elit PO i SLD. Dla nich ważne jest, gdy ktoś poklepie ich po plecach. A Polska? Polska to kawał sukna z którego należ urwać ile się da.